Autor: Ilona Synowiec 2015-08-04

Prywatne przedszkole. Czy warto za nie płacić?

Czy warto płacić za prywatne przedszkole? – obecnie na to pytanie próbuje odpowiedzieć sobie wielu rodziców. W placówkach trwają zapisy, a w domach narady i kalkulowanie domowego budżetu

Prywatne przedszkole. Czy warto za nie płacić?


Czy warto płacić za prywatne przedszkole? – obecnie na to pytanie próbuje odpowiedzieć sobie wielu rodziców. W placówkach trwają zapisy, a w domach narady i kalkulowanie domowego budżetu

W prywatnych przedszkolach trwa rekrutacja, a rodzice zastanawiają się: posłać dziecko do płatnej placówki czy nie? Dylemat bierze się często z konieczności. Powodów jest kilka. Często jeden z opiekunów (zwykle matka) chce po przerwie wrócić do pracy. Bywa, że babcia jest zbyt zmęczona opieką nad coraz bardziej ruchliwym wnukiem. Popularną przyczyną jest fakt, że maluch nie dostał się do publicznego przedszkola. Część rodziców zapisuje dziecko do płatnej placówki, bo nie mają czasu aby uczyć malucha angielskiego, wymyślać zabawy i organizować imprezy z innymi dziećmi. Chcą jednak, aby ich dziecko potrafiło integrować się z rówieśnikami. O to czy warto płacić za prywatne przedszkole – zapytaliśmy dwie mamy. Opowiedziały nam o swoich dylematach.

Odwiedziłam dwie polecane placówki, zniechęciły mnie tłumy w grupie

>> Karolina, 35-letnia mama 3-letniego Kacpra, mieszka pod Warszawą

Mój trzyletni syn nie dostał się do publicznego przedszkola razem z setką dzieci. W tym roku trzylatki nie miały szans z czterolatkami, dla których musiały znaleźć się miejsca w przedszkolach. Zaczęłam więc zastanawiać się nad posłaniem syna do prywatnej placówki od września. Wprawdzie mamy z mężem szczęście, bo oboje pracujemy a Kacprem zajmuje się babcia, to zaczęłam odczuwać presję otoczenia. Bo, tu cytuję najczęściej powtarzany argument „dzieci, które chodzą do przedszkola lepiej się socjalizują”, a drugi, że "przedszkole zapewnia więcej zajęć". Zaczęłam więc szukać przedszkola w pobliżu domu. Wybrałam dwie placówki, umówiłam się na spotkanie i… nabrałam pierwszych wątpliwości. Dlaczego?

Piękne domy, ale w pokojach po kilkanaścioro dzieci. Pierwsze przedszkole, które odwiedziłam mieściło się w nowym ładnym domu z ogrodem. Wszystko było czyste, zadbane, a panie miłe. Przedszkole miało dwa pakiety: sześciogodzinny i dłuższy. Oba zawierały angielski i rytmikę tyle że w innej częstotliwości. Ceny zaczynały się od 650 zł za skromniejszy godzinowo pakiet. Wszystko fajnie dopóki nie dotarło do mnie jedno. Jesienią i zimą dzieci głównie siedzą w pokojach. A niestety fakt, że wiele prywatnych przedszkoli mieści się w domach sprawia, że te pokoje nie są zbyt wielkie. Ten, który oglądałam ma na oko ok. 40 m kw. (może jest większy, ale to pokój na poddaszu użytkowym, więc powierzchnię optycznie zmniejszają skosy) i ma w nim przebywać aż 15 dzieci w grupie! W drugim przedszkolu scenariusz był podobny, tyle że w grupie było nawet 19 dzieci a do tego najtańsza opłata wynosiła 750 zł. Myśl, że moje dziecko będzie cały dzień na stosunkowo niewielkiej powierzchni zważywszy liczbę dzieci, zniechęciła mnie na tyle, że atuty przedszkola zeszły na dalszy plan.

Domowe przedszkole. Prawda jest taka, że razem z mężem i babcią bardzo się staramy, aby dziecko się nie nudziło w domu:

>> ma kontakt z angielskim - codziennie włączamy bajkę po angielsku przed snem i w weekend uczymy go tego języka przez zabawę,

>> zapraszamy rówieśników - dwa razy w tygodniu przychodzą do syna dzieci z sąsiedztwa, więc uczy się kontaktów z młodszymi,

>> spacerujemy – w tygodniu to głównie domena babci, która nie odpuszcza wyjść nawet w chłodniejsze dni, dzięki czemu nasz syn jest zahartowany,

>> słuchamy wspólnie muzyki i tańczymy.

Kiedy nie stać na luksus, lepsza babcia. Oczywiście są prywatne przedszkola, w których grupy są mniejsze, a przestrzenie większe, ale na takie luksusy nas z mężem nie stać. Więc choć wciąż biję się z myślami najpewniej jeszcze ten rok Kacper pozostanie w domu z babcią, a za rok pójdzie już do państwowego przedszkola. Akurat to obok nas jest nowe i duże. Pieniądze, które przeznaczylibyśmy na przedszkole najpewniej włożę dziecku na konto oszczędnościowe.

Płacimy sporo za przedszkole, ale jesteśmy zadowoleni

>> 31-letnia Agnieszka, mama 2,5-letniej Hani, mieszkanka Warszawy

Nawet nie składałam papierów do państwowego przedszkola. W mojej okolicy są same stare placówki. Zaczęłam oglądać prywatne placówki w okolicy, ale też żadna mi się nie podobała. Czasem to były szczegóły jak brzydka elewacja budynku, innym razem szorstka dyrektorka placówki. W końcu zaczęłam czytać fora w internecie na temat przedszkoli. Sprawdziłam jakie placówki rodzice sobie polecają. Niestety ich czynsze okazały się dużo wyższe niż średnie, wahały się od 1,5 do 2 tys. zł.

Rodzinna zrzutka. Co zrobiłam? Zorganizowałam spotkanie z rodzicami i teściami, powiedziałam, że muszę wracać do pracy i chcę dać Hanię pod najlepsze skrzydła. Pokazałam w internecie najtańszą opcję, której bardzo nie chciałam i taką za 1,6 tys. zł. Zapytałam czy się dołożą na opiekę dla wnuczki. Mam to szczęście, że wiedziałam, że mają takie możliwości. I jak przypuszczałam wzięli na siebie po połowie opłatę przedszkola.

Gdyby nie dziadkowie, szukałabym najtańszej opcji. Cieszę się, że Hania chodzi do przedszkola, które lubi. Ma tam mnóstwo zajęć i atrakcji, których ja bym jej nie zapewniła. Cieszę się też, bo spokojnie wróciłam do pracy. Gdyby nie dziadkowie pozostałabym jednak przy najtańszym przedszkolu blisko domu. Nie zostałabym na kolejny rok w domu w obawie przed utratą pracy. Liczyłabym też, że mojej córce tak bardzo nie przeszkadzałby kiepski wygląd przedszkola z zewnątrz. Może byłaby fajna atmosfera i po kilku tygodniach wątpliwości by zniknęły? Na pewno musielibyśmy spróbować.

Jakiego wy jesteście zdania: warto płacić za przedszkole?



ZOBACZ TAKŻE

TAGI: przedszkole

N
E
W
S
L
E
T
T
E
R